IDĘ...po zapałki
Za mistrza niewątpliwie uznaje go twórca spektaklu „ Idę… po zapałki” Janusz Dodot. Pierwszą próbę przełożenia prozy Queneau na język sceny podjął już na początku 2002roku. Powstaje wtedy monodram Pt. „ Dziennik poufny” w wykonaniu Karoliny Posały. Monodramem tym zachwycają się zarówno widzowie, jak i jurorzy festiwali. Dowodem główna nagroda na XXXI Ogólnopolskich Spotkaniach Amatorskich Teatrów Jednego Aktora w Zgorzelcu i zaproszenie do udziału w 36 Wrocławskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora. Podstawą literacką monodramu były fragmenty „ Dziennika intymnego”. Po ukazaniu się pełnego tłumaczenia reżyserowi wydała się rzeczą naturalną adaptacja całego dzieła. Premiera nastąpiła w czerwcu 2006r. Zanim jednak doszło do jej realizacji powstał przezabawny monodram wg „ Ćwiczeń stylistycznych”. To prawdziwe realizacyjne wyzwanie, bowiem „ muzyczność i matematyczność” nadają „ Ćwiczeniom” walor książki jedynej w swoim rodzaju, nie należącej do żadnego gatunku literackiego. „ Jak” tryumfuje tu bez reszty nad „ co”, sprawiając, że na bohatera dzieła awansuje niepostrzeżenie sama inwencjami niepohamowana swoboda przekształceń. Monodram odnosi wiele sukcesów, ciągle żywy, gości do dzisiaj w repertuarze Teatru 112.Spektakl powstał z inspiracji francuskim prozaikiem, poetą i eseistą Raymondem Queneau. O tym pisarzu, jednym z tych, którzy „ nie dostali Nobla” i którego twórczość jest jeszcze mało znana polskim czytelnikom Italo Calvino powiedział: „ być może w niedalekiej przyszłości ( …) świat rozpozna w nim mistrza, jednego z niewielu, którzy przetrwają w owym stuleciu, obfitującym w mistrzów fałszywych, stronniczych, nieudolnych lub nazbyt gorliwych”.
„ Idę … po zapałki” nie rozczarowuje miłośników talentu Raymonda Queneau. Tu również to co wzniosłe miesza się z tym co przyziemne. Zabawy czysto formalne nie przeszkadzają wnikliwej obserwacji świata, refleksji nad społecznymi urządzeniami i kontaktami międzyludzkimi. Komunikacja bohaterów rozgrywana jest na różnych poziomach, nie nudzi lecz bawi. Jan Gondowicz ( tłumacz „ Ćwiczeń stylistycznych”) przypomina zestawione kiedyś przez Lema dwa zdania:”Antoni ujął dłoń Marii i powiódł ją w szumiącą leszczynę” oraz „Antek wciągnął Mańkę w krzaki”. To samo? Czy styl przesądza o sensie?
Choć wymowa spektaklu jest bardzo poważna, to komediowa konwencja sprawia, że spektakl doskonale jest przyjmowany przez publiczność. Osią fabuły jest wkraczanie w dorosłość trójki bohaterów pozostawionych przez rodziców, którzy, jak to się czasami zdarza wyszli na pięć minut i nigdy nie wrócili. Bohaterom towarzyszy opiekunka panna Killarney i Barnabé Barnabé, jednak i oni muszą w tej sytuacji zmierzyć się z własną dorosłością.
Spektakl „ Idę…po zapałki” jest nie tylko okazją do wyśmienitej zabawy, ale również może stanowić wstęp do poznania przewrotnej literatury Queneau.























